Kariera 4 Lutego 2026 5 min czytania

Jak kierownik stał się kierownikiem?

Znam kilka odpowiedzi na to pytanie. Wybrałem 3, które wydają mi się najbardziej popularne.

Jak kierownik stał się kierownikiem

„Nikt inny nie chciał się zgodzić.”

Czasem, a nawet często słyszę takie zdanie od menedżerów. Jest to dla pracownika dość niepokojąca informacja. Mój przełożony został moim przełożonym, bo nikt inny nie chciał. Czego zatem oczekiwać od takiej osoby i na jakie wsparcie możesz liczyć?

Odpowiedź zapewne znasz. Na niewiele, chyba, że... kierownik przepracuje sobie w głowie, że jest WŁAŚCIWĄ OSOBĄ NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU. Bo być może to stwierdzenie "nikt inny nie chciał się zgodzić" to tylko takie hasło, które trochę zrzuca odpowiedzialność z danej osoby. W sytuacjach kiedy ten kierownik zawodzi, zawsze może powiedzieć: „przecież mogliście wybrać kogoś innego”.

Przepracowanie polega przede wszystkim na przeanalizowaniu, czy rzeczywiście to było jedyne kryterium wyboru. Warto wtedy dopytać osoby, która o tym zdecydowała, jakie były te powody. Ok. Może nie powiedzieć prawdy. Może też po części przyznać, że to właśnie ten powód, że nikt inny nie chciał, był jedynym prawdziwym. Ale może dać bardzo konkretną odpowiedź, z której będzie wynikało, że był to jednak NAJLEPSZY możliwy wybór i co więcej, nadal tak uważa.

Co wtedy? Wtedy to już trzeba wziąć odpowiedzialność na swoje barki i koniec z wymówkami.

Dla pracowników to też dobra wiadomość, ponieważ wreszcie mają właściwą osobą na właściwym miejscu. Oczywiście może kierownikowi „sodówka” uderzyć do głowy i wprowadzi rządy „twardej ręki”. Najprawdopodobniej jednak asertywni pracownicy szybko pokażą, gdzie jest granica pewnych zachowań kierownika.

A co w przypadku, kiedy odpowiedź dla kierownika będzie niezadowalająca?

Tzn. że rzeczywiście został wybrany, bo nikt inny nie chciał? Warto wtedy z poziomu kierownika zainwestować trochę w siebie i rozwinąć kompetencje menedżerskie.

Czy każdy nadaje się na kierownika? Chyba nie, ale przy odpowiednio stworzonych relacjach na linii kierownik – pracownicy, wiele osób świetnie sobie poradzi na tym stanowisku. Ważne, by przepracować sobie pewne rzeczy i przestać już używać stwierdzenia „nikt inny nie chciał”.

„Ciężką pracą dostałem(am) ten awans.”

To niestety dość rzadki komunikat jaki dostaję od menedżerów. Być może dlatego, że większość nie ma odwagi mówić w ten sposób. Wolą powiedzieć: to przypadek, tak wyszło, nie wiem do końca jak to się stało. Ale fajnie, jak pojawiają się osoby, które potrafią powiedzieć szczerze, że zasłużyli na awans.

Czasem jednak z poziomu pracownika taki kierownik bywa „zamordystą”, ponieważ wymaga bardzo dużego zaangażowania, a nierzadko nawet poświęcenia się pracy.

Przy odpowiednio asertywnym zespole, kierownik koryguje swoje zachowanie i staje się bardziej koncyliacyjny. Niestety zdarza się, że pracownicy nie mają w sobie tyle siły i nie czują się dobrze w takiej relacji. Ci, którzy mogą, odchodzą, a reszta się męczy.

Dlatego i w tej sytuacji warto, aby kierownik sobie pewne rzeczy przeanalizował i wprowadził korekty do swojej codziennej pracy. Pytał swoich ludzi o ich oczekiwania, ale nie tylko pytał, lecz także próbował odpowiadać na te potrzeby.

W tym momencie słyszę od menedżerów „boję się, że nie sprostam tym prośbom”. Mówię wtedy „nikt tego do końca nie oczekuje, ale ważne, że wiesz, co siedzi w głowie Twoich ludzi i jeśli wyjaśnisz, że tylko część rzeczy możesz spełnić, to zrozumieją”.

Dobra relacja na linii pracownicy - kierownik, daje dużo korzyści. Taki kierownik ma w sobie więcej siły i odwagi, by „załatwiać” pracownikom różne przywileje. Ważne, by pracownicy potrafili się odwdzięczyć dobrą pracą i odpowiednim zaangażowaniem.

„W sumie nie wiem. Jakoś tak wyszło.”

No i to JAKOŚ niestety rzutuje na funkcjonowanie całego działu. Gorzej, że bardzo często kierownik nie szuka odpowiedzi na to pytanie. Nie chce jej znać. Pracownicy w tym takim „zawieszeniu” funkcjonują całymi latami. Przyjmują to, co im życie zawodowe przyniesie. Bez wizji, pomysłu na dalszą karierę, oczekiwań co do przełożonego, organizacji etc.

A wystarczyłoby, aby kierownik trochę się wziął za siebie. Uświadomił sobie pewne rzeczy, przeanalizował swoją karierę, zapytał osoby, która go wskazała na to stanowisko, porozmawiał szczerze ze swoimi pracownikami o ich potrzebach.

Niestety w większości przypadków, nic takiego się nie dzieje. A szkoda, bo wszystkim byłoby łatwiej: lepsza atmosfera, mniej stresu, świadomość tego kim jest i dokąd zmierzam to tylko kilka nagród za przepracowanie sobie pewnych rzeczy.


To w mojej ocenie trzy najbardziej popularne okoliczności awansów na stanowiska menedżerskie. Bez względu na to, której historii jesteś bohaterem (z tych opisanych i nieopisanych), warto przepracować w sobie te okoliczności, wyciągnąć pozytywy, zdefiniować swoje atuty i słabości, a następnie przystąpić do działania. Jakiego działania? Kierowania zespołem i doskonalenia się w roli menedżera.

Powodzenia!

Wartościowa treść?

Podaj dalej w swojej sieci.

Udostępnij

Czytaj dalej

Ze specjalisty na managera...

Przejdź do wpisu