Zarządzanie 2 Marca 2026 5 min czytania

Pozytywny menedżer... jest irytujący!...

O tym, dlaczego nadmierny optymizm może być barierą w relacji z zespołem.

Pozytywny menedżer jest irytujący

Pozytywny menedżer to taki ktoś, kto zawsze dostrzega szklankę do połowy pełną.

W organizacji są zmiany. On(ona) widzi szanse, a nie zagrożenia.

Firma ma złe wyniki. Co tam, to doskonała szansa na wprowadzenie korekt, nie ma lepszej motywacji, mamy wreszcie nad czym pracować – mówi taki menedżer.

Poniedziałek? Super! Przecież praca to większość naszego życia. Zabieramy się do działania, przed nami nowe wyzwania, interesujące projekty, możliwości rozwoju – dopowiada.

O rany! Powie większość jego/jej podopiecznych. Z takim menadżerem… nie da się pracować.

Dlaczego nie da się pracować?

Otóż ten człowiek nie rozumie naszej sytuacji - specjalisty/specjalistów.

On nie zna naszych problemów, nie ma świadomości, że jesteśmy na pierwszej linii frontu, borykamy się z wieloma problemami, których on nie dostrzega. Ale wiadomo, jak się siedzi wyżej i tylko chodzi na spotkania z innymi/podobnymi sobie, to tak jest. A do tego lepsza pensja, samochód służbowy, lepsze benefity…

Pozytywny menedżer często jest nieświadomy tego, jak jest postrzegany przez swój zespół. Często pracownicy komunikują, a właściwe odgrywają pozytywne nastawienie, by nie podpaść i nie rozczarować swojego szefa. Menedżer z kolei ma poczucie, że jego podejście do ludzi jest właściwe, progres postępuje, a każdego dnia będzie tylko lepiej.

Jak kończy się ta historia?

→ Jak się kończy ta historia? Różnie.

W najczarniejszym scenariuszu pracownicy udają chęć działania i zaangażowanie. Raz pracują z werwą, a innym razem nie pracują dobrze. Wszystko do pierwszego dużego błędu/kataklizmu. Wtedy bardzo często szef (pozytywny) nie kryje swojego rozczarowania, komunikuje swoim ludziom rzeczy przykre i spotyka się z ripostą, często mocno zaskakującą. Otóż okazuje się, że pracownicy tylko UDAWALI swoje pozytywne nastawienie do pracy i swojego przełożonego. Później, albo udaje się załagodzić sytuację, nawzajem rozumiejąc WRESZCIE swoje realne potrzeby, albo konflikt się pogłębia.

↳ Jakie są inne scenariusze?

To chociażby taki, że sprawy jakoś idą do przodu bez większego kataklizmu. Szef się stara, a pracownicy nadal udają się, że przejęli dobre/pozytywne podejście do pracy i otaczającego świata. Tym samym menedżer ma co opowiadać swoim kolegom/koleżankom po fachu - o tym jak wspaniale buduje się zespoły i jak wpływa się na ich nastawienie.

A może rzeczywiście tak jest? Może nie warto zakładać negatywnego scenariusza? Może naprawdę ludzie z czasem przekonują się, że takie nastawienie jest lepsze? Otwartość na zmiany, patrzenie na szklankę do połowy pełną, zaczyna być postawą dominującą w danym zespole. Oby tak było, przecież sam o tym wielokrotnie piszę, więc po co się czepiać pozytywowego szefa?

Znajomość realnych potrzeb

Tylko, że często też piszę o tym, by znać realne potrzeby swoich pracowników i nie przekonywać ich na siłę do swojego sposobu patrzenia na świat. Można osiągnąć również dużą skuteczność, nie przestawiając pracownika na swój sposób myślenia. Można docierać do ludzi, biorąc pod uwagę specyfikę każdego ze swoich podwładnych. Każdy z nas jest inny, bazuje na być może innym systemie wartości. Uwzględnienie tego właśnie, może przyczynić się bardziej/szybciej/skuteczniej do realizacji celów i wyzwań stawianych przed zespołem i poszczególnymi jego członkami.

Zachęcam do refleksji.

Wartościowa treść?

Podaj dalej w swojej sieci.

Udostępnij

Czytaj dalej

Hej, Kierowniku! Skup się na TYCH pracownikach...

Przejdź do wpisu